BAhICMQkP8ij2Ti78iJb4rZorWc-WpT4_RX6nt6FBHo

Przedstawiamy Wam tekst autorstwa evila, który co jakiś czas będzie dzielił się z Wami swymi przemyśleniami, zapraszamy.

Czas płynie. Wszystko się zmienia. Dzieci rosną, drzewa pną się w górę, technologia się rozwija i przyspiesza. Każdy żywy organizm, albo cokolwiek co ma z nim coś wspólnego, staje się coraz większy, wyższy, szybszy lub lepszy. Nawet podatki są coraz większe, a murzyni przypływają do Europy w oryginalnych ciuchach. Jednak są pewne rzeczy, które się nie zmieniają. Przykładami mogą być np.: kolej życia (narodziny → śmierć), kierunek spływania wody (z gór do dolin), stan umysłowy gimbazy, czy też mój mmr.

Oczywiście bywają wzloty i upadki, ale nadal tkwię w 4k. Tymczasem przeglądając od czasu do czasu profile moich kompanów zaobserwowałem, że coraz częściej gram z ludźmi, którzy mają zdecydowanie mniej rozegranych gier niż ja. Pewnym jest, że część z nich to smerfy, które albo dopiero zmierzają do swojego poziomu, albo wkrótce spadną do swojego poziomu. Jednak z prostej statystyki wynika, że nie wszyscy mogą być weteranami. Wnioski z tego takie, że przybywa nowych graczy, którzy od razu są w stanie grać na moim poziomie (czy 500 gier to od razu?) oraz to, że wbrew pozorom, nikt kto utknął na swoim mmr nie przestał się rozwijać.

Pierwszy wniosek – to wiadome, że każda jednostka ma inne predyspozycje do gry, jeden jest w stanie szybciej pojąć pewne mechaniki, inny ma większe wyczucie w poruszaniu się po mapie, a jeszcze inny szybciej i pewniej przewiduje ruchy przeciwnika. Każda z tych umiejętności ma wpływ na to jak gramy i jakie wyniki osiągamy.

Drugi wniosek – system MMR działa jak działa (to czy jest popsuty czy nie to materiał na osobny artykuł, jeśli nie książkę), każdy kto jest słabszy prędzej czy później spada. Większość lepszych w końcu wznosi się na wyżyny i może świętować kolejne awanse (o ile wcześniej nie dostanie rozstroju  nerwowego). Zakładając, że każdy gracz chce być coraz lepszy,  zakładamy też, że doskonali swoją grę. Każdy oczywiście w  swoim tempie, zależnym od chęci, czasu i/lub umiejętności. Będąc więc ciągle na tym samym mmr, gracz nadal się rozwija, ale jest to rozwój na poziomie średniej wszystkich graczy. Szybciej rozwijający się gracz idzie w górę, słabiej lub w ogóle nierozwijający się spada. Problemem jest to jak przyspieszyć ten rozwój.

Dla jasności – chodzi mi o rozwój umiejętności, a nie o zwiększanie liczby punkcików w profilu. Zwiększenie naszego skilla spowoduje wzrost mmr. Jak to zrobić? Pytanie dosyć proste, odpowiedź też nie jest zbyt złożona i w zasadzie od dawna większości znana. Oglądanie powtórek swoich, prograczy, czytanie analiz, ćwiczenie last hitów itd., itd. Niestety jestem człowiekiem, który nie zawsze ma odpowiednio dużo czasu i/lub chęci. Częściej wolę sobie po prostu zagrać niż oglądać demka. Oczywiście zdarza mi się i to, zwłaszcza jak mam świadomość, że popełniłem kilka dużych błędów, które poważnie przyczyniły się do porażki mojej drużyny. Lub gdy któryś z kolegów podeśle jakiś fajny materiał. Z góry zaznaczam, że oglądanie jakiś „Top 10 plays” czy „Dota watafak” nie liczy się do oglądania demek. Wracając do mojej głównej myśli – wydaje mi się, że wcale nie oglądanie powtórek, analiz czy czegokolwiek podobnego jest  najważniejsze.

Pierwszym i najtrudniejszym krokiem do robienia postępu jest to, aby zdać sobie sprawę, że to ja mogę się mylić, że to ja mogę najbardziej zawinić, że to ja mogę nie zrozumieć intencji kompanów, a nie na odwrót. Jeśli grając (co ważne – w czasie akcji, nie po niej) zdamy sobie sprawę, że popełniliśmy właśnie ogromny błąd, który kosztuje nas (nas czyli drużynę, a nie mnie) bardzo dużo – czy to stratę 5 bohaterów, czy linię, czy nawet grę (lub popełniliśmy go, a ktoś zdołał go naprawić) – to mamy znak, że właśnie zrobiliśmy ten pierwszy krok. Drugim krokiem, jest to, aby zrozumieć, że ta piątka losowych ludzi jest drużyną. I ta drużyna, musi sobie postawić cel i razem go osiągnąć. Tu oczywiście podniesiecie lament, że z ruskimi nie można stworzyć drużyny. Oczywiście tu się zgodzę, bo na 4k to nadal zwierzyniec, ale jednak taki już troszkę oswojony. Ostatnio jednak przekonałem się jak łatwo zmusić kolegów do współpracy. Co dziwne, wystarczy kilka razy w grze krzyknąć „Davai, davai!” i praktycznie wszystko jest wykonalne.

EVIL #1

Jak widać na powyższym obrazku, udało mi się nie umrzeć ani razu, a nasz Magina miał zapewnioną odpowiednią przestrzeń do farmienia. Pomijam oczywiście tutaj kwestię bohaterów itd. Jedno jest pewne – wszyscy gracze są na podobnym poziomie, ale to właśnie moja piątka stworzyła lepszy zespół i potrafiła wykorzystać swoich bohaterów. Kluczowym elementem Doty jest także to, aby dobrze odnaleźć się w aktualnie panującej mecie. Teraz  musimy  się  nastawić  na  częste  rotacje,  agresję  od  pierwszej  minuty  gry  i  ciągłe podejmowanie ryzyka. Mając przy sobie teleport i ratując dla przykładu naszego offa od śmierci, dajemy drużynie znać, że jest tu chociaż jedna osoba, która gra zespołowo i na którą możemy liczyć. Podobnie działają rotacje, dajemy naszym kompanom świadomość, że mogą na nas liczyć i, że wspólnie damy radę. Dodatkowy okrzyk, o którym wspomniałem wyżej dodaje ludziom ze wschodu animuszu i wspinają się oni na maksimum swoich możliwości.

Podsumowując – jeśli chcemy rozwijać nasze umiejętności w Docie musimy pojąć dwie rzeczy: my też popełniamy masę błędów i to, że jest to gra zespołowa. Nigdy sam nie wygrasz, zawsze pozostała czwórka ma jakiś wpływ na rozgrywkę.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ